O autorze
Monika Abdelaziz jest z wykształcenia inżynierem chemikiem. W Polsce pracowała w korporacjach farmaceutycznych. Aktywnie udzielała się też w działalności fundacji na rzecz zwierząt Przytul Psa. Od prawie sześciu lat mieszka w Egipcie, gdzie wyszła za mąż za muzułmanina i trzy lata temu, po urodzeniu tam syna, zdecydowała się przejść na islam.

Obecnie pracuje w branży turystycznej i pisze o współczesnym Egipcie. Jest współautorką bloga polskamuzulmanka.blog.pl oraz książki "Księżyc zza nikabu".

Czy Egipt jest Trzecim Światem... c.d.

Od prawie sześciu lat, od kiedy mieszkam w Egipcie, zastanawiam się, w jakim świecie teraz żyję…. Czy Egipt to kraj Trzeciego Świata, czy jednak nie. Często, w moich rozmyślaniach na ten temat, popadałam z jednej skrajnej opinii w drugą.

Dość poważnym problemem, który zauważyłam stosunkowo niedawno, jest krzywica nóg, głównie u kobiet. Wciąż zastanawiam się dlaczego. Przecież jako małe dziewczynki nie chodzą jeszcze zakryte, więc do ich organizmów dociera odpowiednia ilość słońca, którego tu nie brakuje. Krzywicę obserwuję u dorosłych już kobiet, kiedy na przykład widzę je w burkini czy obcisłych spodniach, lub też w noszonych po domu getrach. Myślę, że może to efekt braków dietetycznych we wczesnym dzieciństwie. Ponieważ wiele kobiet rodzi jedno dziecko za drugim, więc naturalną rzeczą jest karmienie piersią jednego dziecka, będąc już w ciąży z następnym.



Ani jedno ani drugie dziecko nie otrzymuje wówczas pełnowartościowego pokarmu, ponieważ zazwyczaj egipskie kobiety same nie odżywiają się prawidłowo. Do tego dochodzi post w okresie Ramadanu, który jest nie lada wyzwaniem dla zdrowej i silnej osoby. Ciężarne i karmiące kobiety są z niego zwolnione, jednak rzadko korzystają z tego przywileju, chcąc być świętszymi niż muszą.

Nie chcę nawet udawać w tym miejscu, że mnie to nie irytuje, bo czuję się poirytowana do granic możliwości. Wybiórcze stosowanie się do zasad islamu to kolejna linia zgrzytu pomiędzy mną a Egiptem, który znam. Chęć pokazania wszystkim, że jest się świętszym, niż trzeba, przysłania istotne treści zawarte w Koranie czy sunnie, jak na przykład stosunek do zwierząt czy ogólnie ich pozycja i znaczenie w oczach Boga. To tylko jeden z wielu aspektów tego problemu, chyba nawet kropla w ich morzu.

Znany wszystkim, nawet pierwszorazowym turystom tzw. "egipski czas" to wielki zbiór zachowań i wypowiedzi, które na początku śmieszą, a potem tylko lekko denerwują. Po jakimś czasie pozostaje albo je zaakceptować, nie przyswajając ich sobie, albo przyswoić je sobie beztrosko, albo po prostu nie mieszkać w Egipcie i nie narażać na szwank swojego zdrowia psychicznego. Czas egipski mierzy się jakoś inaczej niż wszystkie pozostałe czasy na świecie. Nie wiem do tej pory, po 6 latach mieszkania tu, jak. Dwa dni to czasem dwa tygodnie lub dłużej, godzina może oznaczać wieczór dnia następnego, a pięć minut czekania na już właśnie dojeżdżającego taksówkarza to, że spóźnimy się o godzinę do pracy. Na szczęście wielu szefów firm jest tak wyluzowanych w pracy, że wcale im to nie przeszkadza. Bo albo sami się wiecznie spóźniają albo wiedzą, że wszyscy inni spóźniają się notorycznie. Najważniejsze jest zawsze spokojne wypicie herbaty i wypalenie papierosa, a u tych bardziej praktykujących, odmówienie modlitwy we właściwym czasie. Wszystko inne można zaczekać.

Nikogo nie interesuje, że klient czeka, że ma coś jeszcze do załatwienia. Albo, że się po prostu denerwuje. Nerwy w Egipcie też są na porządku dziennym. Niewiarygodne wrzaski i rękoczyny to chleb powszedni Egipcjan. Wszędzie, w domach i na ulicach można zobaczyć kłócących się ludzi, bijących się mężczyzn, którzy już za trzy minuty będą ściskać się i całować po policzkach. Takim akcjom zawsze towarzyszy grupa rozjemców, którzy, choć obcy, angażują się w przypadkową awanturę tak, jakby odbywała się ona w ich własnym domu. Arabski temperament, który w wielu aspektach jest plusem, ale w wielu również ogromnym minusem, jest równoważony przez chęć łagodzenia sporów, szczególnie w męskim gronie. W damskim bywa niestety inaczej. To można zaobserwować oglądając chociażby egipskie seriale telewizyjne.

Z kolei, gdy obserwuję ruch kołowy w Egipcie, to mam wrażenie, że to nie jest trzeci świat, ale dziesiąty, albo i jeszcze gorzej. Zasad nie ma praktycznie żadnych. nauczyłam się tu dwóch: jadąc należy zwracać uwagę tylko na jadących z przodu i z boku, gdyż ci jadący z tyłu, mają przejmować się nami. To zawsze ten jadący z tyłu jest winny. Druga zasada to taka, że jadąc główna drogą, nie wolno myśleć, że z drogi podporządkowanej ustąpią nam pierwszeństwa, zanim włączą się do ruchu. Nie. Nie ustąpią. Najczęściej wjadą nam prosto pod koła, nie dając możliwości nagłego manewru. Lepiej więc, wbrew ogólnym zasadom, zwolnić do minimum. I jeszcze jedno....wszyscy próbują wszystkich spychać z zajmowanego pasa...nie należy się tym przejmować, tylko jechać tak, jak uważamy. Z czasem można przyzwyczaić się do trąbienia, ba, można zacząć nawet samemu trąbić.

Jeśli ktoś jest drogowym "porządnisiem", to na pewno straci dużo nerwów, prowadząc auto w Egipcie. Ale za to, kiedy przyydarzy się stłuczka, nie będzie musiał się denerwować, nawet będąc jej sprawcą. Większość samochodów jest tu poobijanych, porysowanych i zdezelowanych, a nawet te nowe nie przyprawiają o atak serca swoich właścicieli, kiedy coś im się stanie. Tak było, kiedy moja mama skosiła dość mocno zakręt na moim osiedlu, wjeżdżając facetowi jadącemu z przeciwka prosto w bok jego auta. Wgniotła mu przednie i tylne drzwi, sobie obijając tylko lekko zderzak. Mój mąż przybiegł z domu jak najszybciej mógł, żeby bronić teściową. W Polsce już dawno na miejsce byłaby wezwana policja, uczestnicy stłuczki wyzywaliby się wzajemnie, obdzwaniajac wszystkich znajomych i rodzinę, a firmy ubezpieczeniowe rwały by włosy z głowy. Do tego przyjechałaby laweta, bo przecież trzeba nadać odpowiednią rangę nawet małej stłuczce.
Jednak właściciel poszkodowanego w naszej stłuczce samochodu wcale nie za bardzo się zdenerwował, powiedział, że właściwie to nic takiego się nie stało, i że nie ma sprawy, on chętnie przyjmie po prostu od mojej mamy zwrot kosztów naprawy, ale to później, bo teraz musi gdzieś jechać. Nie spisał danych, nie prosił o żadne podpisy. Wziął tylko telefon mojego męża, aby zadzwonić wieczorem. I nie zadzwonił. widocznie uznał, że sprawa nie jest warta zachodu i lepiej napić się w spokoju herbaty. A mama długo miała wyrzuty sumienia, bo przecież tak nie można, bo była to jej wina, a sobie pięknie odmalowała zderzak swojego auta w firmowym salonie, gdzie nie mogli się nadziwić, po co właściwie przyjechała.

Dla mnie to zdarzenie jest świetnym przykładem, jak można się nie przejmować błahymi sprawami. Takimi, jak zarysowanie lub lekkie wgniecenie karoserii samochodu. Pamiętam cztery stłuczki, które miałam w Polsce. Aż cztery! Każda z nich to stracony dzień w pracy, policja, mandaty, punkty karne dla mnie lub drugiego uczestnika, laweta i mnóstwo papierów, do tego oczywiście stanie godzinami na poboczu przy zacinającym w twarz śniegu z deszczem. Czasem jednak te mniej cywilizowane kraje mają swoje plusy...

Mówimy oczywiście o małych kolizjach, a nie o wypadkach z poszkodowanymi, lub tych z ofiarami śmiertelnymi, których niestety, jest w Egipcie mnóstwo. Ogromna liczba śmiertelnych tragedii to te spowodowane wybuchami gazu z butli, które powszechnie się tu stosuje. Stoją prawie w każdym domu. Przy każdym barze, wprost na ulicy, w rozżarzonym od słońca powietrzu. Często nieszczelne, dopełniane i montowane na oko, przez kogo popadnie. Również warunki ich przewozu są po prostu zatrważające. To tylko butle, i choć mogą spowodować śmierć lub kalectwo ludzi, to jednak same ludźmi nie są. A co z przewozem ludzi? No właśnie. Jadąca na jednym motorze 5-osobowa rodzina to standard. Oczywiście nikt tu o kasku nie słyszał.

Niemowlak trzymany przez tatę dosłownie na kierownicy - fajna zabawa! Już od małego uczy się jeździć. Kiedyś policja w Sharm El Sheikh próbowała pouczać kierowców na temat fotelików dla dzieci...tylko jak zmieścić w jednym aucie np. 6 czy 7 fotelików? A przecież nie każdego stać na busa. Ostatnio widziałam z balkonu wóz, jeden z wielu, jakie jeżdżą w Mahalli każdego dnia po osiedlach, takie obwoźne stragany oferujące warzywa i owoce. Na wozie siedziała kobieta, jej mąż powoził, a kilkoro małych dzieci spało na kapuście. Umorusane i ubrane jak u nas w mrozy, ale za to z gołymi stopami.

Zapraszam także na: polskamuzulmanka.blog.pl oraz lektury naszej (mojej i mojej mamy Ewy Zarychty) książki o współczesnym Egipcie pt. „Księżyc zza nikabu”.