O autorze
Monika Abdelaziz jest z wykształcenia inżynierem chemikiem. W Polsce pracowała w korporacjach farmaceutycznych. Aktywnie udzielała się też w działalności fundacji na rzecz zwierząt Przytul Psa. Od prawie sześciu lat mieszka w Egipcie, gdzie wyszła za mąż za muzułmanina i trzy lata temu, po urodzeniu tam syna, zdecydowała się przejść na islam.

Obecnie pracuje w branży turystycznej i pisze o współczesnym Egipcie. Jest współautorką bloga polskamuzulmanka.blog.pl oraz książki "Księżyc zza nikabu".

Berlin kontra Polska, czyli refleksje z nowej ojczyzny.

http://ntrzacatecas.com/2012/12/03/page/5/
Tak się stało, i było to chyba nieuchronne w związku z sytuacją ekonomiczną i społeczną w Egipcie, że los i nasze wspólne, długo dyskutowane decyzje, przywiały nas do Europy. Do Berlina. Celowo piszę Berlin, a nie Niemcy, ponieważ Berlin jest specyficzny; ma w sobie coś, czego nie ma żadne inne europejskie miasto, być może nawet jest jedyny taki na świecie. Popularne określenie multi-kulti nie odzwierciedla w pełni specyfiki Berlina, nie oddaje wszystkich jego zalet i klimatu. Berlin jest po prostu jedyny w swoim rodzaju.

Kocham to miasto chyba na równi z Warszawą, od kiedy spędziłam tu prawie rok podczas urlopu studenckiego. Już wtedy wiedziałam, że to wyjątkowe miejsce. Że można utrzymać się tu na normalnym poziomie z najprostszej nawet pracy, ludzie są mili i ufni, a ufność ta wywołuje zmiany zachowań wśród wielu, nawet niezbyt uczciwie nastawionych osób. Po raz pierwszy też właśnie w Berlinie spotkałam się z tak dużą liczbą osób LGBT, swobodnie i w największej tolerancji funkcjonujących w społeczeństwie. Po wyjeździe wielokrotnie myślałam, że być może był to błąd, że może trzeba było zostać i kontynuować tu studia. Jednak teraz, podobnie, jak kiedyś po kilku latach do Egiptu, wróciłam do Berlina. To dziwne, że pewne miejsca rozkochują nas w sobie od pierwszego wejrzenia, a później dane jest nam do nich wrócić, przynajmniej na dłuższy czas. Tak właśnie było z Egiptem, który zauroczył mnie w jakiś magiczny sposób podczas wycieczki w 2003 roku.
To właśnie Niemcy, a konkretnie Berlin wybrałam świadomie, jako cel i miejsce naszego nowego życia. Być może tylko na kilka lat, a być może na stałe. Ponieważ znam niemiecki, postanowiłam wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenia na polu zawodowym i kulturowym w życiu i pracy tutaj. Moje dziecko i mąż również szybko staną się po prostu tutejszymi mieszkańcami-chodzącymi do szkoły, uczącymi się języka i korzystającymi ze swoich praw i obowiązków. Pracy nie brakuje. Jeśli tylko się chce, można znaleźć ją szybko. Obecnie pracuję na pół etatu w małym hostelu, gdzie mam do czynienia głównie z gośćmi niemieckimi, ale nie brakuje też Francuzów, Brytyjczyków czy Szwajcarów. Wszyscy są mili i zadowoleni, co powoduje, że chce się pracować. Mam nadzieję wkrótce dołączyć do zespołu pracującego z uchodźcami, co będzie moją drugą pracą. Pracą, o której marzę, nie tylko dla zarobku, ale przede wszystkim dlatego, że pozwoli mi wykorzystać moje kilkuletnie doświadczenie zdobyte w Egipcie, zrozumienie często trudnej, muzułmańskiej mentalności oraz znajomości arabskiego, którą chcę doskonalić.
Pierwsza rzecz, jaka przyszła mi na myśl po przyjeździe do Berlina to to, że wcale sytuacja nie wygląda tu tak, jak przedstawiają ją polskie media. Władze nie strzeliły sobie wcale w kolano, przyjmując tylu uchodźców i imigrantów. Niemcy w przeważającej większości są bardzo pozytywnie nastawieni do wszystkich znajdujących się w potrzebie. Statystyki pokazują, że 10,9% Niemców fizycznie pomaga uchodźcom – pracując charytatywnie w obozach, wydając posiłki, organizując zbiórki różnych dóbr i uczestnicząc w rozmaitych akcjach. 1% natomiast przyjmuje uchodźców pod swój dach, co stanowi naprawdę spory odsetek rodzin. Rzeczywiście partie o nacjonalistycznym nastawieniu wygrały wybory, ale tylko w dwóch landach, natomiast przeważająca większość całego społeczeństwa opowiada się za dalszym przyjmowaniem uchodźców. I co ważne- nie wymuszają na nich asymilacji. Wystarczy nauka języka, praca, chodzenie dzieci do szkoły. Utworzone są klasy powitalne, w których dzieci najpierw uczą się niemieckiego. Zawiązują się przyjaźnie w grupach wielonarodowościowych, nikt nie stosuje podziałów rasowych czy religijnych. Niemieckie dzieci bawią się z małymi Syryjczykami i Palestyńczykami, co najlepiej obrazuje nastawienie całego społeczeństwa. Gdyby w domu dzieci były indoktrynowane i uczone rasizmu i nienawiści – nigdy nie byłoby takiej harmonii wśród rówieśników i ich rodziców.
W mieście, w środkach komunikacji i na ulicach widuję mnóstwo kobiet w chustkach. Nikomu to nie przeszkadza, nikt nawet nie zwraca na to uwagi. Jest również wiele ciemnoskórych osób pochodzenia afrykańskiego, często wręcz stanowią oni połowę pasażerów w wagonie metra czy tramwaju. Nikogo to nie dziwi, nikt nie narzeka i nie przejawia żadnych wyrazów niechęci.
Spośród samych Niemców i Europejczyków osoby homoseksualne żyją swobodnie w związkach, nie tyle afiszując się z tym na ulicy, co po prostu nie ukrywając się. Też nikogo to nie bulwersuje ani nie dziwi.
Oprócz tego każdy ubiera się jak chce – pełno jest różowych i niebieskich włosów, podartych koszulek i kolorowych sportowych butów do tiulowych spódnic. Nikt nie przejmuje się swoją tuszą czy też brakiem makijażu, albo potarganymi, byle jak spiętymi włosami. Ludzie po prostu żyją. Dla siebie i dla świata, dla tego co kochają i dla tych, których kochają. Nawet policja jest miła – co zawsze zaskakuje wszystkich przyjezdnych.
Co bardzo też wyróżnia Berlin i ogólnie Niemcy wśród innych europejskich nacji, to traktowanie osób starszych i niepełnosprawnych. Ludzie z różnymi ułomnościami nie są skazani na samotność w domu. Są aktywni na najróżniejsze sposoby. Środki komunikacji miejskiej są świetnie przystosowane do wózków inwalidzkich, których nie brakuje wśród miejskiego tłumu. Starsi ludzie, często właśnie na takim fotelu na kółkach jadą tramwajem do kawiarni, aby spotkać się ze znajomymi, którzy również poruszają sięna takim pojeździe. Często widzę w kawiarenkach osoby w mocno podeszłym wieku pijące kawę i jedzące ciasteczko – widok w Polsce dość rzadki. Tu emeryci i starsi, nawet samotni ludzie, nie są skazani na wegetację w czterech ścianach – przestrzeń publiczna, a przede wszystkim całe społeczeństwo, ma im wiele do zaofiarowania. Są też przyzwyczajeni do swych ułomności, pokonując je niezwykle sprawnie i często z humorem. Jest to bardzo budujące i pozytywne, choć smutkiem napawa porównanie tego obrazu do sytuacji polskich emerytów i starszych, samotnych osób.
Często spotykam się z opinią, że Niemcy starają się za wszelką cenę zrehabilitować za czasy faszyzmu i zbrodni, i że wykorzystują do tego wszelkie możliwe sposoby. Być może tak jest. Ale to tylko przemawia na ich plus. Na pewno społeczeństwo niemieckie oraz przyłączające się do niego ogromne grupy imigrantów i uchodźców stanowią niesamowitą, bogatą mieszankę ludzi, wyznających wspólne, naprawdę ważne i cenne wartości. Tak, również uchodźcy i imigranci. Większość z nich w taki właśnie sposób podchodzi do wszystkiego, co dzieje się wokół nich. I wcale atak jakiegoś szalonego Afgańczyka z toporem nie zmieni tego, co to społeczeństwo już wypracowało sobie przez wiele lat. Owszem, czasem pojawiają się w miastach nacjonalistyczne manifestacje, jednak zazwyczaj są natychmiast blokowane przez spontanicznie zbierających się ludzi, a nawet mocno starsze babcie, które wychodzą z domów, żeby powstrzymać głoszących zbyt skrajne hasła.
Nie piszę hymnu ku pochwale Niemiec. Po prostu z przyjemnością stwierdzam, że w tym kraju jest normalnie. Normalnie, to znaczy spokojnie, uczciwie i z wzajemnym szacunkiem. Z ogromną dozą tolerancji oraz empatii. Z nastawieniem na współpracę i wzbogacanie się wzajemne, a nie szukanie różnic i powodów do strachu.
Dlatego właśnie nie wybrałam Polski, która jest przecież moją ojczyzną. Właściwie nawet nie wiem, czy mogę tak powiedzieć o kraju, który nie akceptuje mnie w chustce, a nawet bez chustki, ale z ciemnoskórym mężem-Arabem i pół arabskim dzieckiem. Nie muszę i nie chcę szukać tam swojej drogi. Tym bardziej w obecnej sytuacji, która tylko nasila drzemiące w ludziach pokłady nienawiści, strachu przed wszystkim, co inne i obce. Najgorsze jednak wydaje mi się to, że w większości moich rodaków nie ma chęci poznania i zrozumienia, a jedynie chęć stygmatyzacji i potępienia, okraszonych złymi życzeniami. Z tym wszystkim spotkałam się już na wiele różnych sposobów, na szczęście nie mam ani przymusu ani potrzeby mierzyć się z tym, czy próbować tłumaczyć i przekonywać. Po prostu nie chcę żyć w społeczeństwie, które nie respektuje, a wręcz łamie moje podstawowe życiowe wartości. Nie nowe, muzułmańskie, o co wiele osób mnie posądza, lecz te ogólne, zakorzenione we mnie od wielu lat. Do nich należą przede wszystkim tolerancja, empatia, ciekawość świata, chęć do wzbogacania swojego życia poprzez poznawanie innych ludzi i kultur, ale najbardziej chyba szacunek i sympatia do wszystkich, bez względu na wyznanie lub jego brak, czy też orientację seksualną. Taka nie jest obecna Polska, choć mam nadzieję, że kiedyś będzie. Bo wielu moich przyjaciół i znajomych, którzy w Polsce mieszkają, chciałoby właśnie móc poszczycić się takim krajem.
Polecam również lekturę książki o współczesnym Egipcie "Księżyc zza nikabu", której jestem współautorką.
Trwa ładowanie komentarzy...