Niemieckie festyny, czyli jak nie tracić okazji do świętowania.

Już w 2001 roku, kiedy miałam okazję mieszkać w Berlinie, przekonałam się, że Niemcy uwielbiają świętować. Zawsze znajdzie się okazja, żeby dać się ponieść uroczystemu nastrojowi. Zawsze jest coś, czemu można, a nawet należy nadać odpowiednią oprawę. Cały wrzesień ludzie czekali na tak zwany Oktoberfest, czyli przaśne i wesołe święto, trwające, jak sama nazwa mówi, cały październik.

W sklepach i na straganach można było nabyć odpowiednie stroje - ludowe sukienki, filcowe kapelusze i wielkie kufle do piwa, ozdobione odpowiednimi napisami. Od 16-go do 30-go października na Alexanderplatz, najbardziej znanym turystom placu w Berlinie, rozłożono szereg straganów, budek z jedzeniem oraz niezliczoną ilość nalewaków z piwem. Specjalnie na tą okazję produkowane pierniki zwisały wesoło z każdego możliwego miejsca, a ludzie spacerowali lub stali przy drewnianych wysokich stołach pijąc piwo i zajadając kiełbaski. Dekoracje przypominały sielski, wiejski klimat, a czasem szarawą pogodę rozświetlały setki lampek oraz kolorowe, również oświetlone karuzele. Takie same festiwalowe mini-miasteczka znajdowały się również w innych dzielnicach Berlina oraz wielu innych niemieckich miast.
W październiku z tego właśnie powodu przyjeżdża tu więcej turystów, w szczególności niemieckich, którzy dobrze wiedzą, że w stolicy świętuje się najlepiej.

Oktoberowe szaleństwo jeszcze nie zdążyło się skończyć, kiedy w sklepach pojawił się świąteczny towar. Półki w marketach wręcz uginają się pod ciężarem rozmaitych pierników, ciastek, słodyczy i wypieków. Wszystko to zapakowane jest w piękne, bożonarodzeniowe pudełka. Są pierniki z nadzieniem i bez, w mlecznej i gorzkiej czekoladzie, krajanka z marcepanem, z masą pomarańczowo-cynamonową, z nugatem i makiem. Są kruche ciasteczka z przyprawami korzennymi. A oprócz tego mnóstwo świątecznych wyrobów znanych firm. Mikołaje będą musiały być kilkadziesiąt razy uzupełniane na półkach, zanim przyjdzie czas na "przynoszenie" prezentów. Chociaż do świąt jeszcze prawie dwa miesiące, trudno się oprzeć, wszyscy zatem kupują pyszne słodycze.
Niebawem zacznie się Weinachtsmarkt- podobnie jak podczas Oktoberfest, na placach i skwerkach będą rozstawione stragany z grzanym winem, piernikami oraz tradycyjnym jedzeniem. Podczas takiej wizyty na świątecznym jarmarku będzie można nabyć gwiazdkowe prezenty - w tym celu Niemcy również ciągną do Berlina, wiedząc, że tu znajdą największe tego typu atrakcje.

Oprócz produktów spożywczych można już kupić wszelkiego rodzaju świąteczne gadżety, pudełeczka, świeczniki, lampki i skarpety z wizerunkiem św. Mikołaja. Zewsząd widać ubrane w czerwone czapki głowy reniferów - na sweterkach, kubkach, kocach i poduszkach.

Między Oktoberfest a adwentowymi bazarami musiał się zmieścić jeszcze asortyment na Halloween - też już od początku października dostępny w każdym supermarkecie i na straganach. Dynie, pająki, maski i pomarańczowo-czarne kostiumy - wszystko to rozchodzi się w mig i trafia w ręce przygotowujących się na halloweenowe imprezy dzieciaków i ich rodziców. Zresztą nie tylko dzieci celebrują to święto. Wielu dorosłych już nie może doczekać się kolejnej okazji do zabawy, wesołego nastroju i głośnego, typowego dla Niemców śmiechu.

Jak tylko skończy się świąteczno- sylwestrowe szaleństwo, będzie trzeba trochę odpocząć, pojechać na ferie, ale już niedługo potem zaczną się przygotowania do świąt Wielkiej Nocy. I znów będzie kolorowo, a dzieci wraz z rodzicami będą miały ręce pełne roboty. Niemcy bardzo lubią własnoręcznie wykonane rzeczy, dlatego też oprócz gotowych ozdób można kupić zestawy do ich samodzielnego wykonania.

Sama nie mogę oprzeć się wystawionym już towarom i regularnie wracam do domu z pierniczkami lub czekoladowym Mikołajem. Dziś kupiłam 4 ozdobne puszki ze świąteczno-zimowym motywem, bo....były takie śliczne:). No i tanie - ceny też maja tu ogromne znaczenie. Są niskie i właściwie każdy może pozwolić sobie na jakieś zakupy i atrakcje.

Jedna z nich była dziś tak przekonująca, że mój synek chował się za mnie w hipermarkecie. Był to halloweenowy gadżet na imprezę, lustro-obrazek. Kiedy patrzyło się na wprost, widać było twarz ładnej kobiety z ułożonymi włosami i makijażem. Przy minimalnej zmianie kąta owa postać przeobrażała się w kościotrupa, tak plastycznie przedstawionego, że naprawdę można było się przestraszyć. Przynajmniej tego moje dziecko nie chciało dziś kupić, bo kilkanaście rzeczy musiałam wyjmować z wózka zakupowego przed podejściem do kas:)

Czasem zastanawiam się, skąd tu w ludziach tyle pogody ducha i chęci do zabawy. Przecież praca, dom, szkoła, codzienne obowiązki...Tak, każdy je ma. Ale weekend to weekend, a święto, to święto. A że okazji jest aż tyle, trzeba często świętować.
Trwa ładowanie komentarzy...